Muzułmanie też są ofiarami w tej wojnie. Może nawet przede wszystkim.

Media nie rozwodzą się nad tym, że dni temu w największym w historii Iraku zamachu samobójczym zginęło ponad 160 muzułmanów. Wczoraj wieczorem w Arabii Saudyjskiej w meczecie, w którym został pochowany prorok islamu, Muhammad, terrorysta samobójca zabił cztery osoby.

Tymczasem warto nie tylko- w sposób jak najbardziej naturalny i przepełniony autentycznym współczuciem, bo wszyscy są ofiarami w wojnie z Tak zwanym Państwem Islamskim, pochylic głowę nad tragediami, ale i trzeba zastanowić się nad przyczynami, dla których takie wydarzenia mają miejsce. Zachód wykoncypował sobie, że to tylko on i tzw. zachodni styl życia jest ofiarą tzw. islamistów (Islamists)

Może dlatego milczeniem pomija muzułmańskie ofiary (przeciez też czyjeś matki, dzieci, synowie, ojcowie, wnukowie), bo nie wie, jak tłumaczyć zbrodnie je dotykajace. Nie mieszczą się one w tym paradygmacie wojny.

A do tego jeszcze jest ramadan, muzułmański miesiąc święty.

W czasie ramadanu nie tylko się pości (to zewnętrzny przejaw celebracji), ale również oddaje refleksji nad związkiem człowieka z Bogiem, a zatem jest to dla muzułmanów miesiąc zadumy i spokoju.

Tymczasem dla Tak Zwanego Państwa Islamskiego ramadan jest ... miesiącem wojny. Bierze się to z bardzo radykalnej interpretacji wersetu koranicznego, zalecajacego prowadzenie dżihadu w miesiące święte (czyli ramadan). Dla przeciętnego muzułmanina ten zalecany dżihad to walka ze swoimi slabościami, pragnieniami (czyli głodem w czasie dnia, czyli pragnieniem - tzw. dżihad al-nafs, walka z samym sobą. Wyjątek stanowią piloci, chirurdzy, ci, którzy muszą być w stu procentach sprawni w czasie wykonywania swojej pracy).
Dla Tak Zwanego Państwa Islamskiego ten dżihad to nakaz prowadzenia wojny z "niewiernymi".

I dlatego zaraz się nasuwa pytanie - jak zatem ofiarami Tak Zwanego Państwa Islamskiego mogą być muzułmanie, skoro członkowie tej organizacji terrorystycznej twierdzą, że też nimi są?
Otóż w XIII wieku żył słynny prawnik islamski, Ibn Tajmijja, który doradzał władcom. Ci zaś podbijali inne ludy, między innymi Mongołów, którzy przeszli na islam. A że nie wolno zabijac innych muzułmanów (Koran zabrania w ogóle zabijania ludzi), ibn Tajmijja doszedł do wniosku, że przydałoby się jakieś narzędzie prawne, które anulowałoby w konwersję ludów mongolskich. Stwierdził on, że Mongołowie wciąż pozostali wierni niektórym swoim przedislamskim zwyczajom (regulowanym przez tajemny spisany kodeks Yassa), ergo- popełniają straszny grzech, a zatem przestają być muzułmanami.
To narzędzie prawne zostało nazwane takfir. Jest ono do dziś ulubionym narzędziem terrorystów, powołujących się na islam, w tym Tak Zwanego Państwo Islamskiego.

Stąd mordy na szyitach czy na innych muzułmanach, których sposób wyznawania wiary, styl życia, orientacja seksualna nie odpowiada ekstremalnie rygorystycznym i zbrodniczym interpretacjom islamskich żródeł prawa.

Koran mówi (jak i inne księgi tzw. wielkich religii), że kto zabija jednego człowieka, ten zabija całą ludzkośc.
Problemem jest i zawsze będzie interpretacja i wybiórcze stosowanie fragmentów tekstów, jakie uważa się za podstawę własnej cywilizacji - a to dotyczy wszystkich spisanych tekstów, nie tylko religijnych.
Trwa ładowanie komentarzy...