O autorze
Aleksandra Łojek, iranistka, socjolog. Autorka reportażu "Belfast.99 scian pokoju" wydanego w 2015 roku przez wydawnictwo Czarne i licznych tekstów na tematy okołoislamskie. Na Uniwersytecie Jagiellońskim prowadziła autorskie zajęcia z Ideologii dżihadu (w języku polskim i angielskim) oraz Sztuki islamu. Mieszka w Belfaście, gdzie pracuje jako koordynator relacji międzyrasowych.

Samotny niezrzeszony terrorysta - lęk XXI wieku

Organizacje terrorystyczne są stosunkowo łatwe do namierzenia, bo za ich działalnością stoją finanse ( a zatem banki i transakcje), logistyka (a zatem komunikacja, choc ta jest najbardziej ulotna), zakupy (a zatem i śmieci) oraz oczywista prawda, że im więcej osób wie o zamachu, tym większa jest szansa na to, że się nie powiedzie. Niebezpieczni są zamachowcy niezrzeszeni, samotne wilki, "lonely wolves". Obojętne, jakiej religii.

Kiedy byłam na północnoirlandzkim szkoleniu antyterrorystycznym prowadzonym przez policję (a północnoirlanddzką policja do dziś walczy z IRA i jej pochodnymi), trenerzy odsłonili przed uczestnikami metody namierzania terrorystów, pokazując prosty związek pomiędzy działaniami a finansowaniem działań. Banalne. Śledzi się pieniądze, wydatki i sprawdza się kosze na śmieci. Oczywiście nie wszystkim, tylko podejrzanym.



I ja byłam osobą podejrzaną - przez parę dni. Przyszedł do mnie z Polski przelew zatytułowany: "UFF", co, jak wiemy, jest transkrybowanym westchnieniem ulgi w języku polskim, natomiast w jęz. angielskim oznacza skrót od "Ulster Freedom Fighters", która była organizacją zakazaną na terenie Wielkiej Brytanii.
Przelew wstrzymano, konto obejrzano, zaproszono na rozmowę, bardzo przepraszając, ale procedury...

Oczywiscie, na ogół terrorysci nie są tak bardzo otwarci w komunikacji i z pewnoscią w tytule transakcji nie napiszą: "ISIS". Niemniej na terenie Wielkiej Brytanii sprawdza się pod kątem bezpieczeństwa większe lub częstsze przelewy - oraz te, które budzą podejrzenia z innych powodów (czego nie mówi się użytkownikom banków).

Tak to działa. Bo wszędzie są ślady.

Dlatego taki strach sieją ci, którzy działają w pojedynkę. Ponieważ na Zachodzie wciąż ginie rocznie więcej ofiar w atakach przeprowadzanych przez pojedynczych "szaleńców z bronią" niż wskutek działań zaprojektowanych przez zorganizowane grupy, to oni stanowią twardy orzech do zgryzienia dla służb specjalnych.

I jedynym sposobem na zapobieżenie atakowi przeprowadzonemu przez samotnego wilka, jest -rekomendowane tutaj- zaufanie intuicji. Wiele razy słyszałam od północnoirlandzkich policjantów zdanie: "If you FEEL something is wrong, it is." (Jeśli CZUJESZ, że coś jest nie tak, to pewnie tak jest"). Ale mówimy o miejscu, gdzie akty terroru zdarzały się stosunkowo często.

Obserwowanie ludzi z silnymi przekonaniami ideologicznymi (religijnymi czy pseudoreligijnymi bardziej) jest drugorzędne i w oficjalnym brytyjskim dyskursie niezalecane (prawa człowieka), choć eksperci są zgodni, że nie można ich lekceważyć. Bo choć fundamentalizm (obojętne, jaki - buddyjski, islamski, religijny, nacjonalistyczny, katolicki) nie oznacza skłonności do zabijania (może ją nawet wykluczać), to jednak może przyciągać osoby, szukające radykalnych rozwiązań. To z kolei w rękach inżynierów dusz, może stać się przemożna chęcią zaprowadzenia natychmiastowych zmian - i dobrych i bardzo złych.

Z tym, że tam, gdzie jest więcej osoób, jest więcej śladów, widocznych zwłaszcza dla tych, którzy ich wypatrują.

Nie muzułmanie ani nie buddyści przynoszą śmierć, choć osoby, które mordują moga się powoływac na jakieś ideologie, najczęściej wybiórczo potraktowane (łatwiej jest zabijać, wierząc w sens zabijania). Nie uchodźcy i nie szukający azylu. W XXI wieku mordują pojedynczy samotni, niezrzeszeni, nienamierzeni, niezorganizowani ludzie, ktorzy podejmują decyzję czasem ad hoc, a czasem latami, nie uczestnicząc w zgromadzeniach, nie instytucjonalizują swojego planu.

Dlatego zamiast nawoływać do zabijania prewencyjnego (co w polskich mediach społecznościowych jest juz tak rutynowe, że właściwie przestało budzić oburzenie) i zemsty, rozsądnie by było zwrócić uwagę na podejrzane zachowania osób wokół. Zwłaszcza tam, gdzie rodzą się albo odnawiają radykalne ideologie, zaprawione podtrzymywanym sztucznie lękiem (i tu już obojetne, kto je podtrzymuje).

Zupełnie nie boję się tzw. Państwa Islamskiego - bo żyję w Wielkiej Brytanii, a kiedy jestem w Polsce, wiem, że akurat ono Polsce nie zagraża (czym innym jest Bliski Wschod, naturalnie, ale moja perspektywa nie jest, siłą rzeczy, bliskowschodnia).

Boję się radykalnych jednostek, które chcą zbawić/naprawić świat poprzez emininowanie domniemanego zagrożenia przy pomocy własnych rąk. To mogą być islamiści (Islamists, choć nie tu, gdzie jestem lub bywam, ale i rodzimi polscy nacjonaliści, którzy uznają, że jestem ich wrogiem. Breivik nie działał w grupie.

Zagrożenie jest realne - choć zgoła z innej strony, niż się sądzi.
Trwa ładowanie komentarzy...